Tegoroczny wyjazd firmowy obfitował w wiele atrakcji. Jedną z nich był mecz piłki wodnej w strugach deszczu. Przyznaję, że zabawa była przednia i chętnie stanę do rewanżu.
Sobota zapowiadała się ładnie więc skoro świt ruszyliśmy nad morze. Nie ma to jak poleniuchować na plaży, popluskać w słonej wodzie no i przede wszystkim zjeść nadmorską rybkę. PYCHA!!!!
Fotograf zdjęcie do paszportu pstryknął za pierwszym razem – paszport ostatecznie wyrobiony i odebrany. Teraz nie pozostaje już nic innego jak podróżować i zwiedzać. Na pierwsze wojaże wybierzemy się chyba do ZOO w Ueckermünde.
PS.
Wielkie podziękowania i buziaki dla wujka Waldka. Wujek już wie o co chodzi.
Chodziko-pchacz przydał się bardzo do opanowania podstaw samodzielnego poruszania się i dzięki niemu Martynka zaczyna już nieśmiało stawiać kilka kroczków bez dodatkowych wspomagaczy. Minie jeszcze pewnie trochę czasu zanim opanuję tę sztukę do perfekcji, ale przecież od czegoś trzeba zacząć. Mamy tylko nadzieję, że nie nabije sobie teraz zbyt dużej ilości guzów co mogłoby zniechęcić ją do kolejnych prób.
Nie ma to jak przyjechać na Święta do dziadków, gdzie pełno jest wszelkiego rodzaju pyszności i smakołyków. Jeśli chodzi o nasze dziecko to bezapelacyjnie najbardziej smakują jej pierogi babci Helenki. Chyba już teraz musimy złożyć zamówienie na kolejną partię.
Od jakiegoś czasu Martynce coraz bardziej podoba się w pozycji stojącej. Co chwile pokazuje na buciki i podnosi rączki, dając wyraźnie do zrozumienia, że czas się ruszyć z kanapy. Ostatnio jednak ma nowy sposób – chodzi ‘sama’ wspierając się na CHODZIKO-PCHACZU. Ciekawe, kto wykombinował sobie taką nazwę.